Przejdź do głównej zawartości

dojazdowy szal

tak, tak.
Dziergałam go podczas nużących wędrówek do i z pracy.
Nie przeszkadzał mi upał, gorąc, deszcz ani patrzący się ludzie.
Z pietyzmem oczko do oczka, słupek do słupka powstawał szal z pszenicznej alpaki.
Robiłam go tylko na "dojeździe" i nie wyjmowałam go ze swej  bawełnianej torby
i tak na prawdę to nie wiedziałam jak długi już jest.
Pewnego słonecznego, letniego popołudnia  spróbowałam go wyjąć i...
Okazał się w pełni dorosłym szalem, który może   pokazać się światu.
Wzrostu słusznego, bo ponad 200 cm i szerokości około 65 cm.
Pozwoli opatulić się w chłodne dni a w cieplejsze lekko odzieje ramiona.

Czy już mówiłam, że jestem zakochana w alpace?
 Uwielbiam z nią pracować.
Jest taka miękka, elastyczna jak sprężynka, nie sposób się nie zachwycić.

A dlaczego ten kolor - blady żółty? Cóż, dlaczego nie?
Wydaje się ciekawym, szlachetnym kolorem. Taki vintage :)
Ale, ale oto i on:
                           PSZENICZNE ŻNIWA









Komentarze

  1. Bardzo fanie wygląda. Na zimne ranki jest w sam raz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na moim lapku to kolor wygląda na taki wpadający w sepię. Jak ze starych zdjęć. Uroczy i na pewno ciepły. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wygląda i wydaję się bardzo milutki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały szal, bardzo ładny:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowny i ogromny, podziwiam, ja podczas dojazdów nie potrafię się skupić na robótkach:-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zdałam sobie sprawę, że to czas stracony, więc albo książka, albo robótki pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Wygląda wspaniale, będzie idealny na jesienne wieczory! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Alpaka też Cię kocha, tak przynajmniej wnoszę po ty co daje ze sobą zrobić :)

    śliczny szal!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

co się stanie gdy...

Miałam dziś pokazać moje pastwienie się nad szydełkiem, ale nie pokażę.
Dziś taki przed mikołajkowy dzień, więc nie będę Wam psuć gustu tym co mi się udało zrobić.
Może innym razem.  Zamiast tego zadam Wam pytanie:

Co się stanie gdy w łapki wpadnie badyl, niepotrzebny dzbanek, ozdóbkowe pierdółki?
Właśnie to:

Pierdółki miały być inne, całe nutkowe, ale za bardzo poszalałam i musiałam je dalej obrobić.


I powstały przecieraki, też



 Jak się domyślacie z szydełkiem idzie mi "tak sobie" i w przypływie frustracji zrobiłam pomponiki. Akurat pasują na rózgę. Nie moją oczywiście. Przecież byłam grzeczna cały rok... no prawie.




My daliśmy w tym roku czadu, bo oprócz standardowych mikołajek, Starszy ma imieniny i zakupiliśmy mu akwarium. Miała być kula do 12 litrów a wróciliśmy z profesjonalnym 54 litrowym akwarium- przekraczając budżet 10 - krotnie.
Tak na marginesie - jakie te rzeczy są drogie! Naprawdę przesadzają z  cenami.
 Jutro, czyli w mikołajki jedziemy z dzieciakami po rybki.

kolorowo-kwadratowo

mogłabym napisać tylko jedno: UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF,
ale nie napiszę, bo to trochę za mało jak na tak wielką syzyfową pracę.

Syzyfowa była. Skończyła się po 2, słownie: dwóch miesiącach
 manipulowania palcami, szydełkiem i włóczką.
Nie wiedziałam, że to tak długo będzie trwało.
Normalnie jakbym z motyką na słońce się porwała.
Powinnam napisać z motkiem.

Na początku był pomysł. Niby proste, łatwe połączyć kilka kwadratów i po krzyku.
Krzyk się jednak zaczął gdy motek po motku kończyła się włóczka i trzeba było dokupować
i... dokupować aż w sklepie skończyły się kolory.

Nie poddałam się!
I dziś mogę się pochwalić największą rzeczą, którą kiedykolwiek udało mi się zrobić!
NARZUTA NA ŁÓŻKO  Naszej Gwiazdy. I co najważniejsze- podoba się!
teraz mogę napisać UFFF!

Teraz możecie i Wy powiedzieć UFF, bo zaczną się zdjęcia tegoż oto "wiekopomnego dzieła"




Jak widać kolory to pełen spontan.
Udało mi się trochę ujednolicić kolorem szarym i bazowym - białym.


Żółty, pomarańczowy, nie…

chwila nostalgii

Moja Mama robiąc porządki szafkowo-wiosenne znalazła kilka rzeczy, które kiedyś należały do mnie.
Znalazł się Modlitewnik- pamiątka I Komunii Św, zeszyt z aforyzmami, nawet dwa, pamiętnik z liceum, świadectwa ze szkoły podstawowej.
Jak to dawno było? Tak dawno, że Książeczka Zdrowia Dziecka była zszyta nićmi.









 W gładkim zeszycie wpisywałam cytaty z przeczytanych książek, które zapadały mi w mózgownicę





Przeglądam sobie, te starocie- nie bójmy się tego słowa użyć, i zastanawiam się czy moja córka będzie chciała się nimi zaopiekować.

W każdym bądź razie przechowam je skrzętnie. Może kiedyś.

Czy też tak macie? Oglądając swoje zdjęcia, dokumenty, skarby, myślicie ile to już lat upłynęło i jaka ja jestem stara?

Przecież w dzieciństwie nikt nie myślał o komputerach, spotkaniach on-line, telefonach komórkowych i innych rzeczach, które teraz są na porządku dziennym.
Wychodziło się na dwór, obchodziło się mieszkania znajomych i całą paczką bawiło się w zbijaka, króla skoczków, grało w gumę, ba…