Łakomstwo. To ciężka przywara. Nie daje spokoju, kręci w nosie, oczu nie można oderwać od przedmiotu pożądanego. A jeszcze gdy to łakomstwo ma lat 6 i jest łasuchem to nie da rady się powstrzymać. I tak oto z chatki z piernika zostało to co nie da się opisać słowem. Oczęta patrzyły się żarłocznie, paluszki delikatnie odrywały lukier, usteczka cicho mówiły: "jestem w piernikowym raju" i "chyba nie zasnę, tak mi ten piernik pachnie". Powolutku, powolutku gdy nikt nie patrzył zniknęły okiennice, bałwanek na ganku, choinka oparta o domek. Delikatnie skubany dach nie wytrzymał presji otoczenia i został w malutkich rączkach. A potem w buzi się rozpłynął. Co było robić. Oficjalne pozwolenie na rozbiórkę musiałam wydać. Chatka dzień w dzień staje się mniejsza, uboższa. Bardziej przypomina ruinę chatki Baby Jagi, niż świąteczny domek. I tylko radość w oczach błękitnych jest co dzień większa i większa. Czyż nie o to chodzi w te święta?