Przejdź do głównej zawartości

"Co to za muzyka? - Leo Delibes -Nie znam"

Pewnego dnia będąc w sklepie "nie dla idiotów" weszłam w dział książek.  Zdziwiłam i ucieszyłam się bardzo, bo nie spodziewałam się, że w sklepie, w którym można kupić mikser i odkurzacz można również, że tak powiem trywialnie kupić odkurzacz i mikser "do mózgu". Nasza Gwiazda wybrała sobie książkę o Roszpunce w wersji braci Grimm- obcinanie włosów, starta wzroku, porzucanie itd. I znowu dygresja- Gdy czytałam te ich baśnie w fazie wczesno-dojrzałej nie zwracałam uwagi na ogrom makabryczności i sadyzmu. Dopiero teraz, po latach czytając je Starszemu to zauważyłam, ale jak zwykle odchodzę od tematu przewodniego.
Nie wiem czy to choroba czy przyzwyczajenie, ale gdy jestem w miejscu gdzie sprzedają książki muszę kupić choćby jedną, choćby dla dzieciaka. Staram się omijać księgarnie internetowe. Swego czasu co miesiąc - przychodził kurier z książkami. Bzik?
No więc wybrałam sobie książkę. Pomyślałam: -nie wezmę nowości tego autora, tylko jedną z jego pierwszych. Padło na "Marinę"- Carlosa Ruiz Zafona. Dwa wieczory i przeczytana, więc dużo czasu nie spędzi Wam z powiek. A jak się wciągniecie to na raz dacie radę.


I tu mam problem. Chciałam napisać, jak bardzo podoba mi się, jak wzruszyła, jak owładnęła mną ta powieść. Jednak nie mogę. Nie, nie jest zła, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Ostatnio dużą popularność zdobyły hiszpańskie horrory, i konwencja jest zachowana, ale. No właśnie te ale.
Akcja rozgrywa się w latach 80-tych. Młody niespełna 15-letni człowiek porusza się uliczkami Barcelony. Poznaje dziewczynę i zaczynają się dwie opowieści a raczej trzy, cztery. O młodzieńczym zauroczeniu, o dawnej miłości, o chorobach, które zabierają nie tylko ciało ale i duszę i o śmierci, której nie da się oszukać. O tym, że nie wiem jak będziemy się starać naginać matkę naturę ona zawsze wygrywa.
Może źle nastawiłam się na nią? Za dużo hiszpańskiej grozy się naoglądałam? Nie wiem. Wiem, że rozczarowałam się trochę. Powieść jest trochę"płytka"- lekkie muśnięcie, delikatny dotyk  poszczególnych tematów, nawet makabryczne manekiny nie są tak straszne jak powinny.
Carlos usprawiedliwia się tym, że miała to być książka dla młodzieży, ale ja nie przyjmuję tego do wiadomości.
Nie chciałabym pisać o wszystkim, muszę Wam coś zostawić do czytania.
Bo kochane chciałabym poznać Wasze zdanie na jej temat. Co o tym sądzicie?
Tytuł posta powstał z przypadkowego otwarcia książki.
A tak ma marginesie teraz przypominam sobie Detektywa Konopkę. Opowiem Wam o nim kiedy indziej.
BARDZO, BARDZO dziękuję Wam za życzenia urodzinowe. Niech i Wam się spełnią najmilsze sny.
Losowanie prezentu będzie jutro. A dziś zostawiam Wam kwiatuszki.



Dziękuję za odwiedziny i przemiłe komentarze. Witam nowe twarzyczki. Pa.Pa.

Komentarze

  1. Uwielbiam książki ale to już pewnie wiesz :) ale ja nie o tym. Beciu tak pięknie napisałaś ten post,że normalnie odpadłam na chwilkę,niby o książce ale w jaki sposób to przedstawiłaś...jak ją znajdę to kupię i przeczytam.Dziękuję :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że przypadło do gustu moje "pisanidło" cmoki, cmoki:*****

      Usuń
  2. Też lubię książki Carlosa Ruiz Zafona - nawet ostatnio czytałam:)
    A post super napisany Beti ma racje:)
    Pozdrowionka :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale mnie rozbawiłaś tym pierwszym zdaniem ;p , a książki bardzo lubię czytać , akurat tego autora jeszcze nie czytałam , muszę nadrobić ;)
    pozdrawiam
    Ag

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej ksiazki nie czytalam, wiec sie nie wypowiem...Juz mialam sie na nia skusic po zdaniach przed fotka, ale po fotce to juz nie wiem, pewnie sie nie zdecyduje:)

    NAJLEPSZEGO Kochana, zdrowenka:) to coz, ze urodzin nie lubisz...ale okazja jest wiec zyczenia posylam!:)))
    Tak jak pisalam, najwyzej niedlugo bedziemy celebrowac tylko imieniny;))) ha!

    Buziole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję jeszcze raz serdecznie. No i mam teraz wyrzuty sumienia, że nie przeczytasz książki, nie bierz mnie tak bardzo na poważnie, może się jednak spodoba:)

      Usuń
  5. Najlepsze życzenia!!!
    Odnoście książek wszelakich ubolewam gdyż czasu brak;(
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję serdecznie, czasu nigdy nie za wiele, ale mówią: "jak masz czas na mycie to masz czas na czytanie" ;))))))

      Usuń
  6. Zabrałam się za tę książkę, skuszona popularnością autora, ale w tzw międzyczasie kupiłam inną, "Szkoła niezbędnych składników", o której przeczytałam na jakimś blogu, no i wsiąkłam. Tak przyjemna po prostu, tacy fajni bohaterowie, że żal mi było strasznie, że się skończyła. Polecam Ci ją, kupiłam w Matras, jeśli masz w okolicy.
    Pozdrówki serdeczne

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale jesteś okropna, zaczęłam czytać parę miesięcy temu i przerwałam, a teraz pewnie nie skończę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie opowiedziałam wiele, prawie wcale, ale skoro przerwałaś czytanie to nie wciągnęła aż tak bardzo?

      Usuń
  8. Och... Ja mam tyle do przeczytania obok łóżka piętrzą się STOSY ;)))
    I cała wymarzona MUNRO ;)))
    A groza, no to jakoś z założenia nie przemawia, bo ja chyba sie boję BAĆ hahaha
    Buziaki :)***

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam "Mariny", bo po dwóch przeczytanych książkach Zaffona nie polubilam go i jakoś nie "czuje". Ale podoba mi sie Twoja recenzja i Twój blog. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystkiego najlepszego, moja Ty urodzinowa blizniaczko :) Rzeczywiscie swiat jest barzo maly, a ja sie ciesze ze moglam Cie poznac:) Jeszcze raz najlepsze zyczenia sle :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

co się stanie gdy...

Miałam dziś pokazać moje pastwienie się nad szydełkiem, ale nie pokażę.
Dziś taki przed mikołajkowy dzień, więc nie będę Wam psuć gustu tym co mi się udało zrobić.
Może innym razem.  Zamiast tego zadam Wam pytanie:

Co się stanie gdy w łapki wpadnie badyl, niepotrzebny dzbanek, ozdóbkowe pierdółki?
Właśnie to:

Pierdółki miały być inne, całe nutkowe, ale za bardzo poszalałam i musiałam je dalej obrobić.


I powstały przecieraki, też



 Jak się domyślacie z szydełkiem idzie mi "tak sobie" i w przypływie frustracji zrobiłam pomponiki. Akurat pasują na rózgę. Nie moją oczywiście. Przecież byłam grzeczna cały rok... no prawie.




My daliśmy w tym roku czadu, bo oprócz standardowych mikołajek, Starszy ma imieniny i zakupiliśmy mu akwarium. Miała być kula do 12 litrów a wróciliśmy z profesjonalnym 54 litrowym akwarium- przekraczając budżet 10 - krotnie.
Tak na marginesie - jakie te rzeczy są drogie! Naprawdę przesadzają z  cenami.
 Jutro, czyli w mikołajki jedziemy z dzieciakami po rybki.

kolorowo-kwadratowo

mogłabym napisać tylko jedno: UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF,
ale nie napiszę, bo to trochę za mało jak na tak wielką syzyfową pracę.

Syzyfowa była. Skończyła się po 2, słownie: dwóch miesiącach
 manipulowania palcami, szydełkiem i włóczką.
Nie wiedziałam, że to tak długo będzie trwało.
Normalnie jakbym z motyką na słońce się porwała.
Powinnam napisać z motkiem.

Na początku był pomysł. Niby proste, łatwe połączyć kilka kwadratów i po krzyku.
Krzyk się jednak zaczął gdy motek po motku kończyła się włóczka i trzeba było dokupować
i... dokupować aż w sklepie skończyły się kolory.

Nie poddałam się!
I dziś mogę się pochwalić największą rzeczą, którą kiedykolwiek udało mi się zrobić!
NARZUTA NA ŁÓŻKO  Naszej Gwiazdy. I co najważniejsze- podoba się!
teraz mogę napisać UFFF!

Teraz możecie i Wy powiedzieć UFF, bo zaczną się zdjęcia tegoż oto "wiekopomnego dzieła"




Jak widać kolory to pełen spontan.
Udało mi się trochę ujednolicić kolorem szarym i bazowym - białym.


Żółty, pomarańczowy, nie…

chwila nostalgii

Moja Mama robiąc porządki szafkowo-wiosenne znalazła kilka rzeczy, które kiedyś należały do mnie.
Znalazł się Modlitewnik- pamiątka I Komunii Św, zeszyt z aforyzmami, nawet dwa, pamiętnik z liceum, świadectwa ze szkoły podstawowej.
Jak to dawno było? Tak dawno, że Książeczka Zdrowia Dziecka była zszyta nićmi.









 W gładkim zeszycie wpisywałam cytaty z przeczytanych książek, które zapadały mi w mózgownicę





Przeglądam sobie, te starocie- nie bójmy się tego słowa użyć, i zastanawiam się czy moja córka będzie chciała się nimi zaopiekować.

W każdym bądź razie przechowam je skrzętnie. Może kiedyś.

Czy też tak macie? Oglądając swoje zdjęcia, dokumenty, skarby, myślicie ile to już lat upłynęło i jaka ja jestem stara?

Przecież w dzieciństwie nikt nie myślał o komputerach, spotkaniach on-line, telefonach komórkowych i innych rzeczach, które teraz są na porządku dziennym.
Wychodziło się na dwór, obchodziło się mieszkania znajomych i całą paczką bawiło się w zbijaka, króla skoczków, grało w gumę, ba…