Przejdź do głównej zawartości

Posty

letnia

rozdawajka jakoś się przytrafiła. Pogoda letnia, więc można jeszcze skorzystać z okazji i zrobić sobie przyjemność. Zainspirowana Jennifer Flannigan i jej cudnymi kolorami, a przede wszystkim tym cudnymi wodnymi akwarelami Postanowiłam zrobić przyjemność osobie, której te piękne granaty, róże i perłowo-szary też skradły serce. Przygotowałam po 2 motki granatu; różu i 1 motek perłowo-szarej Cotton-Viscose Dropsa. Wszystkie motki wzięłam z półeczek Galerii-Splot i tak powstała letnia rozdawajka: A i jeszcze zasady: 1. zapisy trwają do 27 lipca; 2. proszę o pozostawienie komentarza pod tym postem, w którym wyrazicie chęć posiadania moteczków; 3. osoby nie posiadające bloga proszę o pozostawienie adresu mail. MOŻNA niezobowiązująco: 1. pobrać banerek; 2. polubić nic nie wiem; 3. polubić galerię-splot na fb; ACHA I JESZCZE WAŻNA RZECZ byłoby niezmiernie miło gdyby osoba, która przygarnie motki przysłała zdjęcie gotowego dzieła. Chętnie opubliku...

upały

nadchodzą - podobno. Jakoś nie chce mi się wierzyć, pomimo tego, że wakacje,              że lato,              i już prawie lipiec. Pożyjemy, zobaczymy. "posmotrim, uwidim" (rosyjskie przysłowie zawsze na czasie) Mam tylko nadzieję, że skończę bluzeczkę. Bardzo letnią. Koleżanka wybrała fason - dość szybko - jak na babeczkę tylko chwilka do namysłu i już. Fakt, że potem przeglądała gazetę jeszcze z tysiąc razy, ale od pierwszego wejrzenia zakochała się w jednej. Naprawdę! Z kolorami już było trochę trudniej - zabrało nam to dwa dni. I jeden miesiąc. No cóż tak jest gdy z sześciu kolorów masz wybrać cztery. W jej przypadku stanęło na pięciu :) Plecki się kończą jeszcze tylko przód, bo szczęśliwym trafem bez rękawów jest (to cieszy mnie ogromnie). Tylko czy układ paseczków przypadnie do gustu. Wiadomo jak to jest w motku kolory wyglądają i...

galeria-splot

popełniłam ją. powstała i powstaje jeszcze i nadal. wydobywa się z otchłani, nabiera kształtów, rozwija się, nabiera kolorów a czasami je traci. Wszystko po to, by bawić się kolorami, fakturą, cieszyć oko i ręce. Dzielę się z Wami trochę niepewnie, trochę wstydliwie, trochę z obawą.   Zamysł jest prosty, jak motto: "życie jest za krótkie na kiepskie włóczki" Powoli, ale systematycznie będzie coraz więcej kolorów, włóczek i wszystkiego co się zamarzy. Na teraz oddaję w Wasze ręce lubiany przeze mnie, ale także i przez niektóre z Was DROPS Z pokorą przyjmę Wasze komentarze. Dziękuję za miłe odwiedziny.

dark side of the moon

no nie mam czasu, na nic. Naprawdę. Wszystko i wszyscy przyspieszyli wokół mnie, a ja stoję w środku i widzę tylko rozmazane plamy. Może dlatego ukojenia szukam w mrocznych, tajemniczych zdjęciach. Dziś kilka z nich. i choć tytuł jest niepokojący, warto spokojnie, na chwilę popatrzeć na oczywiste.   dark side of the moon   piraci     road to nowhere   Chorwacja a to zapowiedź kolejnego cyklu   Old wooden house

garść

inspiracji balkonowych. Jak mija Wam łikend? Ciepło, przyjemnie, nic tylko odpoczywać i cieszyć się słońcem, czasem wolnym i osobami, które wybrały spędzanie czasu z nami :) Dziś leniwie, na balkonie, na tarasie. inspiracje z jakże lubianego pinterest'a. Z zimną szklanką wody cytrynowo- miętowej zapraszam: tiny garden Kutch x Couture   Paryż   balkon   i znowu    poddasze  Czego i Wam życzę. Pa,pa.

zaufałam

a raczej zdałam się na ślepy los. Wiedziałam tylko, że baza musi być taka a nie inna, reszta czysty spontan. Niewiadoma. Zaczęłam powoli, muskając drutami puszysty beż. Zamknęłam oczy i pomyślałam: "co ma być, to będzie" i włożyłam rękę do kosza. Po chwilce miałam w ręku miękki kokon koloru zielonego a może pistacji? któż to wie. Potem wyjęłam, ku memu zdziwieniu - pomarańczowy! Oki, widocznie tak ma być. Z niecierpliwością wielką, bo cóż coraz ciekawiej się robi wypadł cudowny fiolet. Na tym nie koniec, choć w sumie tak, bo w koszu został tylko jeden kolor - żółty. Połączenie godne ślepego losu. Prawda? A co z tego  spontanu powstało - chusta ma się rozumieć. Mogła otrzymać tylko jedną nazwę - ZAUFANA. Pomogła mi w tym doświadczeniu wspaniała alpaka, którą darzę miłością wielką i namiętną. Zaufałam również koronkowym brzegom. Bardzo podobają mi się takie wykończenia . Nie mogło ich zabraknąć w "zaufanej". Zaufałam włócz...

pierwszy,

ale nie ostatni. Dywanik sznurkowy. Wpisuje się jak najbardziej w pierwszy maja. Ciężką robotą przypłacony, w czasie ponadnormatywnym, z odciskiem na palcu, 110 procent normy. JEST.   Obawiałam się, że sznurek się "nie podda". W dotyku był... no właśnie sznurkowy. Czary mary i po przeplataniu go szydełkiem stał się mięciutki. Na tyle miękki, że Nasza Gwiazda chętnie na nim leżała. Podobno jest bardzo skoczny - wysoko się na nim skacze. Na razie miejsce znalazł w sypialni, ale jego los jest przesądzony. Będzie bohaterem łazienki. Tylko jeszcze nie wiem której. Na pewno nie jest ostatni. Spodobał się i mam zamówienie na jeszcze jeden. Ciężka praca gwarantowana. Ale również i satysfakcja duża. I tak oto świętowałam maj pierwszy. Dziękuję za miłe odwiedziny i komentarze. Pa.Pa.